Biblia · religia · wiara

001. Stworzenie Świata oraz rodowód i narodziny Jezusa.

Biblia, Pismo Święte, Słowo Boże…, czy pod jakimi jeszcze ją znacie nazwami, jest niewątpliwie jednym z największych bestsellerów wszech czasów, o tyle niespodziewanym, że czytanym przez nielicznych tylko nabywców. Postaram się Wam przystępnie przybliżyć jej treść, a tak się wszystko zaczyna:

Rdz 1; 2, 1-3

Jak zapewne wszyscy wiemy, pierwsze rozdziały Księgi Rodzaju poświęcone są stworzeniu Świata. Bardzo ciekawa materia, zważywszy na absolutnie niewyobrażalną dla przeciętnego zjadacza chleba wiedzę, jaka jest potrzebna, by snuć w tym temacie domysły, więc na chłopski rozum, chcąc dowieść rozmijaniu się Biblii z faktami, tam należałoby szukać jakiejś obsuwy. Do dzieła:

Rozdział 1 opowiada kolejność stworzenia w pierwszych 6 dniach. Nie będę się tego czepiał, gdyż większość kościołów opierających się na Biblii uznała niemożliwość dosłowności (dotrzymanie jednodniowych terminów stwarzania), więc i my potraktujmy te dni, jako symboliczną kolejność, bez wnikania w czas trwania.

Dzień pierwszy:

Stworzone zostały niebo i Ziemia, przy czym Ziemia jest pustkowiem z ciemnością zalegającą głębię wód. Aaaa…, byłbym przeoczył…, jeszcze tchnienie boże się nad wodami unosiło! Wtedy to ponoć Bóg postanowił, by powstało światło i oddzielił je od ciemności.

Ciekawostką jest pojęcie nieba, bo jak wiemy, coś takiego nie istnieje, choć zwykłym obserwatorom na Ziemi wydaje się, że mają nad sobą jakieś sklepienie niebieskie, jest ono w rzeczywistości obrazem odbitym i załamanym w atmosferze. Światło bez nieistniejącego jeszcze Słońca i gwiazd, to niezła ciekawostka, którą gorliwi wyznawcy próbują bagatelizować twierdząc, że chodziło o metaforę oddzielenia dobra od zła (światło – dobro, ciemność – zło). Tylko czemu, na Jowisza, Biblia twierdzi, że Bóg nazwał światło dniem, a ciemność nocą i tak nastał wieczór i poranek? I dlaczego w dalszej części rozdziału, z uporem godnym dobrej sprawy światło będzie używane w znaczeniu światła, a nie prawdy (przy opisie powstania Słońca i Księżyca – zakładam, że naszego, stąd wielkie litery, jako nazwy własne konkretnych ciał niebieskich).

Dzień drugi:

Nie wiem, czy to słabe tłumaczenie, ale drugiego dnia Bóg podobno stworzył znowu niebo, które jak pamiętamy, stworzył już pierwszego dnia. Miał rzec „niech powstanie sklepienie pośród wód (…), które nazwał niebem. Dalej jest jeszcze lepiej, bo według Pisma, nad niebem były jakieś wody i pod niebem jakieś inne. Ja rozumiem, że dziecku zdaje się, że deszcz pada nie wiadomo skąd, ale żeby nieomylne Słowo takiego babola strzeliło jeszcze zanim na dobre się rozkręciło ze swą opowieścią??? Pamiętamy oczywiście, że nadal nie było gwiazd, więc i naszego Słońca, a biblijny wszechświat składał się z wodnistej Ziemi, nieba i wody nad niebem, którego jak dziś wiemy nie ma, lecz miało mieć ono moc podtrzymania jakiejś wody sponad niego.

Dzień trzeci:

Bóg kazał wodzie zebrać się w jedno miejsce, żeby odsłoniła ląd, nazywając go ziemią (znowu to tłumaczenie), wodę nazywając morzem. U mnie zazwyczaj woda sama spływa grawitacyjnie w najniższą dostępną dla niej nieckę, nawet nie muszę jej niczego nakazywać, ale widocznie wtedy były to jakieś wielkie mecyje. A potem kazał Bóg okryć się ziemi zielenią: ziołami, drzewami, zaopatrzył to wszystko w możliwość wydawania owoców i nasion, zapominając jedynie, że rośliny zielone do rozwoju potrzebują światła (i to nie metaforycznego, a prawdziwego). Autorzy Biblii co prawda nie wspominają, by coś mu z tych owoców nie chciało wyjść, ale czy ja wypominam wpadki swojemu szefowi?

Dzień czwarty:

I widzicie…. Po co ja się tak gorączkowałem. Są! Bóg stworzył dwa światła, większe i mniejsze, większe do przyświecania w dzień, a mniejsze w nocy oraz w secie bonusowym gwiazdy. Umieścił je gdzie…? Na niebie, czy też jego sklepieniu oczywiście, czyli na czymś, czego tak naprawdę nie ma. Nic n.p. o zwierciadle odbijającym promienie słoneczne. Nocne światło (zakładam że chodzi o Księżyc) według Pisma jest światłem, a nie jego odbiciem.

Dzień piąty:

Bóg stworzył istoty pływające i latające. Biblijna systematyka jest dość kulawa, ale żeby ptaki powstały wtedy co ryby i reszta morskiej fauny? Toż pomiędzy nimi według współczesnej wiedzy miały być płazy i gady. Ktoś tu się myli. Oczywiście możemy ratować sytuację mówiąc, że to metafora, tylko że metafora czego? Pomyłki?!

Dzień szósty:

Bóg stworzył zwierzęta domowe, zwierzęta dzikie i płazy (co do cholery z gadami?), jakby zupełnie nie wiedział, że żeby zwierzę było domowe, należy je udomowić. Chyba, że to ja mam złe informacje. Zakładam, że pod pojęciem „zwierzęta”, autor miał na myśli ssaki, ale sam już nie wiem.

Jest! Stworzony został również tego dnia człowiek na obraz Boga, mężczyzna i kobieta (nie wiem w końcu, czy Stwórca jest zatem mężczyzną, czy kobietą, bo nie widzę tego detalu obrazu, który by mi to wyjaśnił). Za to ludzie dostają płodność, nakaz rozmnażania, lecz nie wiem skąd się biorą niepłodni, inne orientacje seksualne, etc… Aaaa… i człowiek dostaje podobno od Pana władzę nad wszelkim stworzeniem. Ciekawe co na to koronawirus, krętek blady, czy laseczka tężca, nie mówiąc o większych a nieposłusznych formach życia, jak piranie, czy mój dobroduszny kot, który choć jest osobowością wyjątkowo łatwą we współistnieniu, to wszelkie polecenia ma w okolicy podogonia. Niewolnicy nie marzą o wolności, lecz o posiadaniu własnych niewolników!

Dzień siódmy:

Bóg odpoczął wreszcie po swym dziele. Właściwie tutaj do niczego nie mogę się przyczepić z wyjątkiem istnienia Boga.

*

Mt 1;

Ewangelia zaś (począwszy od tej św. Mateusza) zaczyna się w sposób nieco mniej emocjonujący, chyba że kogoś pociąga lektura książki telefonicznej. To rodowód Jezusa. Skrócę go do informacji, że jest (i nie jest) on potomkiem tak Abrahama, jak i Dawida, bo co ciekawe, Mateusz nazywa Jezusa potomkiem Dawida potomka Abrahama, choć ich potomkiem był Józef, który przecież nie był biologicznym ojcem Jezusa. Innymi słowy, rodowód jest podany od Abrahama do Józefa, a potem podłącza się pod niego Jezusa, choć synem Józefa nie był.

Ciekawiej zaczyna się robić od wersetu 18, gdzie Mateusz tłumaczy zawiłości przyjścia na świat Jezusa zwanego Mesjaszem. Po poślubieniu Józefa, Maria zaszła w ciążę, ale nie za sprawą Józefa, lecz niejakiego Ducha Świętego, co jak się domyślacie, mogło zdeprymować każdego poczciwca. W wypadku Józefa, ten miał myśl, by czmychnąć cichaczem od Maryi (ewentualnie cichaczem ją odprawić w siną dal – Pismo tego nie rozstrzyga – co zważywszy na okolice Nazaretu, oznaczałoby wycieczkę krajoznawczą kobiety ciężarnej po górzystej pustyni). Ale tu nastąpił zwrot akcji, gdyż niejaki Pański, z zawodu anioł, zaczął Józefowi nawijać na uszy makaron, znaczy się sprzedał mu historię o poczęciu panny przez Ducha Świętego, zasugerował (dokładna metoda perswazji nie jest mi znana), by nie oddalać Maryi, gdyż syn jej Jezus uwolni lud swój od grzechów. Żyję już ładny kawałek czasu i ludu wolnego od grzechu nie spotkałem, być może tamten uwolniony już dawno wymarł, bądź nie chodzi tędy co ja. Faktem jest, że Maryję ominęła zwyczajowa w tamtej kulturze zapłata za ciążę z nieznajomym, co uznać należy za szczęśliwą okoliczność, gdyż ani śmierć z wycieńczenia w górach, ani popularne kamieniowanie do szczególnie pożądanych form opuszczenia tego padołu nie należą.

Pomijając mój sceptyczny stosunek do niepokalanych poczęć z początku ery nowożytnej, zastanawia mnie ta rozbieżność z jednego tylko rozdziału tekstu Ewangelii. Najpierw wyprowadzić rodowód Jezusa od Abrahama, przez Dawida, aż do Józefa – męża Maryi, matki Jezusa, a potem napisać, że mąż ów jednak niewiele miał wspólnego z ojcostwem, bo go szybki Lopez Duch Święty uprzedził, skąd więc pokrewieństwo Jezusa z Dawidem i Abrahamem?! Co przeoczyłem??? Tak czy inaczej, zważywszy na ówczesne normy społeczne, Józef okazał się być całkiem sympatycznym gościem, mimo że Ewangelia Mateusza zaznacza, iż nie żył z Marią do momentu narodzin jej syna, który miał być Mesjaszem. Początek był jałowy, ale teraz akcja szybko się rozkręca.

13 myśli na temat “001. Stworzenie Świata oraz rodowód i narodziny Jezusa.

    1. Tak na chłopski rozum, to w jedynym, który wówczas istniał, bo języki miał pomieszać dopiero przy budowie wieży Babel,by skłócić ludzi. Nadal oczywiście nie wiem, jaki to był język. Trapi mnie też ta sprawa podobieństwa do Boga, n.p. fizjologia.

      Polubienie

  1. Jestem pełen uznania dla autora bloga za odważne podjęcie się herkulesowego dzieła.
    Wobec potopu katolicyzmu nawiedzającego szczytowo nadwiślański kraj – z koronowaniem Chrystusa na króla, mianowaniem Maryi hetmanką a JP II orędownikiem tonących – to wyzwanie na miarę czyszczenia Stajni Augiasza.
    Chylę czoła.
    Trzymam kciuki życząc wytrwałości w demistyfikowaniu biblijnego blekotu serwowanego w formie nobilitowanych przez szamanów ,,prawd objawionych”.

    Polubione przez 1 osoba

      1. Dzieło jest, jakie jest. Pozostawiłbym odbiór gustom.
        Kompromitują się jego twórcy. A ośmieszają kompletnie odbiorcy sakralizujący każdą literę dzieła. Jak również szamani handlujący tym metafizycznym produktem.
        To traktowanie słów literalnie jako natchniony przekaz istoty naj…omnipotentnej. Owo racjonalizowanie mitologicznych narracji. I czynienie z krwawych amoralnych treści norm etycznych…
        Szaleństwo usprawiedliwiane wyznaniem wiary.

        Najistotniejszym jest postrzeganie zjawiska biblijnego we właściwych proporcjach. Wolne od uprzedzeń, ale także dalekie od pozycji orantopodobnych.
        Klęczenie bowiem zawęża horyzonty.

        Polubienie

  2. Spodziewałam się czegoś innego. Sarkazm i szyderstwo do tego typu omówień nie bardzo mi pasują. Zdecydowanie wolę Twoje komentowanie współczesnej rzeczywistości. Szkoda, że nie reaktywowałeś tamtego bloga. Pozdrawiam Was oboje i życzę udanego weekendu. 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. No tak, ale wyobraź sobie, że bierzesz książkę rzekomo opisującą losy ludzkości. Masz ją opowiedzieć i już w pierwszym rozdziale spotykasz takie odstępstwa od Twojej wiedzy. Co wtedy zrobisz? Udasz, że tego nie zauważasz? Wiesz…, gdyby to była książka beletrystyczna, stwierdziłbym że nie ma czego komentować. Jest to jednak księga, którą podpierają się trzy największe religie świata, uzurpując sobie na jej podstawie prawo do wydawania nakazów, zakazów i specjalnego traktowania, mają ją za podstawę do tworzenia PRAWA. Tymczasem bierzemy pierwszy rozdział i co….? Podstawa kupy się nie trzyma. I siedzimy cicho? Tym niemniej spróbuję używać mniej sarkazmu, zastępując go pytaniami i wyrażaniem wątpliwości.

      Polubienie

  3. Powiem krótko. Masz cierpliwość i odwagę. Bardzo doceniam te zalety. Ludzi, którzy chcą tkwić
    ”w ciemnościach”i tak nie przekonasz. Tych, którzy nie chcą, przekonywać, udowadniać, niczego nie musisz. Taka prawda. Sarkazm, ironia, w tego typu opracowaniach, jest jak najbardziej na miejscu.Powiedziałabym nawet, że jest to najbardziej delikatny sposób wyrażania… bezsensu. Kiedyś się ”bawiłam” w tłumaczenia biblijne. Szybko doszłam do słusznego wniosku, że ludzie nie chcą znać prawdy. Chcą bajek z więcej, jak z tysiąca i jednej nocy.;) Pozdrawiam i zdrówka życzę:)

    Polubione przez 1 osoba

    1. Ja sam chcę przeczytać Biblię, a taka forma, gdzie mobilizuje mnie blog, daje mi szansę na przebrnięcie do końca, kawałeczek po kawałeczku. Jednak wystarczyło, że przeczytałem kilka pierwszych rozdziałów i urósł mój gniew na to, że przez tyle lat jako dziecko, byłem bezczelnie okłamywany i wsadzany na minę przez tych, którzy dziecka powinni bronić, przez najbliższych, przez nauczycieli, rzecz jasna księży i katechetów przede wszystkim. Wmawiano mi, służąc własnym przykładem, że to jest coś, co należy całować przed czytaniem (na szczęście, gdy byłem na tyle dorosły, by próbować coś tam poczytać, to na całowanie tego typu wydawnictw dawno mi przeszła ochota), więc teraz chcę krok po kroku poznać te prawdy objawione, bez niczyich sugestii chcę przeczytać dokładnie to, co jest tam zapisane i użyć swej wiedzy i wyobraźni, by ocenić co można uznać za symbol jedynie, czy metaforę, a co stanowi, niestety, najwyższej wody pierdolando.

      Polubienie

  4. Na początek mam pytanie?
    Z jakiej Biblii korzystasz?

    Opis Pierwszego Stworzenie Według mnie jest pięknym przykładem szukania zrozumienia świata.
    Ciekawostka
    W drugim dniu stworzenia mamy dwa razy „I wiedział Bóg,że to jest dobre”.

    Polubienie

    1. Uważam, że cała Biblia jest pięknym przykładem tak próby zrozumienia świata, jak i próbą zgromadzenia norm społecznych i prawnych w jednym opracowaniu. „Próba zrozumienia” wyklucza jednak autorstwo wszechwiedzącej siły wyższej.
      Oparłem się o „Pismo Święte Stary i Nowy Testament” w przekładzie z języków oryginalnych opracowany przez zespół pod redakcją ks. Michała Petera (Stary Testament) i ks. Mariana Wolniewicza (Nowy Testament) opublikowane przez „Wydawnictwo Święty Wojciech” w dodruku wydania pierwszego Poznań 2018.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s