Biblia · religia · wiara

012. Wyprawa Abrahama oraz Jezus potępiający obłudę.

Zmęczyła mnie ta Biblia. Tu nie ma wiele ponadczasowej mądrości, raczej strasznie drażniący obraz zacofanej kultury patriarchalnej. Tak drażniący, że zrobiłem sobie przerwę, jednak jak wspomniałem, chciałbym przebrnąć przez tę pozycję, skoro ma taki wpływ na kierunek rozwoju naszego kręgu kulturowego, zatem do dzieła.

Rdz 12;

Coś się nareszcie zadziało. Ten rozdział jest o tyle ciekawy, że moralność, zarówno boska, jak i abrahamowa, znacząco odbiegają od współczesnych norm, rzekłbym że spotykają się z powszechnym potępieniem. Otóż najpierw Bóg oznajmia Abrahamowi, niczym skrajnie niesprawiedliwy ojciec, że ponieważ jest jego ulubieńcem, to wybrał go, by osiadł na ziemi, którą mu wskaże, a każdego kto mu pomoże, będzie błogosławił, oczywiście potępiając każdego, kto by śmiał Abrahamowi złorzeczyć. Ot, taki bardzo ludzki, subiektywny i niekoniecznie logiczny wybór trzymającego władzę. Po przybyciu do kraju Kanaan Abraham usłyszał od Jahwe, że ten kraj dostanie się jego potomstwu. Mimo to ruszył dalej, aż do Negebu, gdzie zastał go głód. Udał się więc do Egiptu, by prosić o gościnę faraona.

Z punktu widzenia dzisiejszego człowieka wygląda to tak, że obłaskawionemu synusiowi było mało tego, co dostał, sięgnął po więcej i wpadł w tarapaty, a wtedy ruszył po prośbie do obcego kraju, gdzie zresztą został podjęty po królewsku, a to dlatego, że Abraham wykorzystał żonę. Udał, że to jego siostra, a że faraon (tak jak przewidział Abraham) smalił do niej cholewki, życzliwie popchnął małżonkę, by nadstawiała bobra bogatemu sponsorowi. Został dzięki temu suto przez faraona obdarzony (owce, woły wielbłądy, służebników i służebnice). Tak sobie myślę, że polskim dzieciom nadal wmawia się, iż Biblia jest ponadczasową wykładnią moralności. Naprawdę? Niewolnictwo, handel ciałem. Super!!! Ale że korzysta z tego boski pieszczoszek, to jest git, a to jeszcze nie wszystko! Jahwe bowiem zsyła na faraona i jego dom plagi, bo uczciwie pojął za żonę Sarę, małżonkę Abrahama, którą sam mąż mu podsunął wprowadzając w błąd, że niby jest to jego siostra. Faraon zorientował się w przyczynie boskiej zemsty, ale sam nie dość, że nie mścił się na Abrahamie, to jeszcze oddał mu małżonkę i pozwolił odejść wraz z darami, którymi go obłaskawiał. Kto tu jest zatem dobry, moralny i miłosierny: Faraon, czy Bóg?!

KNŻ – Makabra.

Wiecie, że po dziś dzień w Polsce grozi ludziom więzienie, jeśli niepochlebnie wyrażą się o zawartości Biblii, prawda? A jaka jest Wasza ocena dwunastego rozdziału Księgi Rodzaju? Przenieśmy się dla przeciwwagi do Nowego Testamentu.

Mt 6, 1-18

Oj, oj, oj…, już mnie w dobry humor wprawił ten fragment Ewangelii. Jezus naucza, by modlić się w ukryciu, a nie w synagodze, czy na ulicy, bo za publiczną modlitwę zapłaty w niebie nie będzie. To samo się tyczy jałmużny, która winna być dawana w ukryciu. Pismo nazywa obłudnikami wszystkich, którzy robią to jawnie i skoro robią to dla poklasku, to zapłatę dostają na miejscu, pod postacią ludzkiego podziwu, więc w niebie będzie to pominięte.

Jezus podaje też treść modlitwy „Ojcze nasz”. Ewangelia podkreśla, jak ważny jest werset 12 „i przebacz nam nasze winy, jak i my przebaczyliśmy tym, którzy nam zawinili”. Rozumiecie, że wszyscy, którzy nie przebaczają, a nawet się mszczą, proszą tą modlitwą o to, by Bóg zemścił się na nich?

Jest jeszcze coś o poście. Otóż Jezus w „Kazaniu na górze” wzywa, żeby nie szpecić podczas postu twarzy, ale wręcz przeciwnie, natrzeć ją wonnym olejkiem i umyć, bo nie to jest celem postu, by inni o nim wiedzieli. O ile pamiętam, w kościołach chrześcijańskich mimo tego nakazu, posypuje się głowy popiołem, ewentualnie wysmarowuje popiołem na czole znak krzyża. Nie byłbym sobą, gdybym nie wspomniał skrajnych przypadków publicznej pokuty, przeróżnych biczowników, pielgrzymów szorujących do „miejsc świętych” boso lub na kolanach, czy innych publicznych masochistów.

Czesław Niemen – Obłuda.

Rozbieżność pomiędzy słowami Jezusa, a słowami współczesnych kapłanów jest kolosalna, to wręcz podążanie w przeciwne strony. Przecież oni sami uniemożliwiają realizację nakazów Chrystusa, na przykład notując w swych zeszycikach jałmużnę, którą otrzymują od wiernych, by w razie czego móc wypomnieć „dlaczego tak mało”?! Ba…, kapłani w przykazaniach kościelnych zawarli przymus dymania do świątyń. Taki środkowy palec skierowany do mówcy wygłaszającego „Kazanie na górze”.

Biblia · religia · wiara

011. Kolejne biblijne niespójności w historii potomków Sema oraz coraz bardziej odrealnione nauki Jezusa o nadstawianiu policzka i miłowaniu nieprzyjaciół.

Rdz 11, 10-32

Końcówka rozdziału 11 Księgi Rodzaju, to wyliczanie potomków Sema w monotonnym ciągu imion i lat jakie przeżyli. Inną podkreślaną informacją jest, kiedy rodzili im się potomkowie, ale Pismo nie wspomina, czy chodzi o pierworodnych, za to zawsze imię wymienione należy do mężczyzny. Po lekturze czuję wielkie rozczarowanie. Nie ma tam nic, co mogłoby uzasadniać te informacje. Oczywiście nie wnikam, skąd wiedza o nich, ale wyliczanie imion męskich i wieku, do którego dożyli oraz w którym przyszło na świat wyróżnione dziecko płci męskiej budzi we mnie pytanie: „warto takie pierdy spisywać”? W każdym razie to, co nieco na wyrost nazwano „dziejami patriarchów” kończy się tym, że niejaki Terach umiera w Charanie przeżywszy 205 lat. Mam też przeczucie, że informacje o synu Teracha, Abramie i jego niepłodnej żonie Saraj będą mieć w dalszej części Księgi Rodzaju rozwinięcie, bo przypadkowo mój wzrok wyłapał tam imiona Jahwe i Abram.

Kolejna irytacja wynika z tego, że znów autorzy nie zawracają sobie głowy, by to co napisali wcześniej, pokrywało się z tym, co piszą teraz, bo w Rdz 6, 3 Jahwe miał ograniczyć wiek ludzki do 120 lat, a było to jeszcze przed potopem. Tymczasem teraz dowiaduję się o typach, którzy żyją po 200, czy 400 lat. W logice wystarczy znaleźć jedną sprzeczność, by dowieść fałszu. W biblii sprzeczności jest całe mnóstwo i nie wiem dlaczego nie przeszkadza to ludziom uznawać ją za PRAWDĘ. Cytując reżysera z „Misia” Barei, jest prawda czasu i prawda ekranu!

Metallica – Fight Fire With Fire.

Mt 5, 38-48

Kolejna część „Kazania na górze” jest tak ciekawa, jak olewana przez współczesnych chrześcijan – z katolikami na czele. Jezus wzywa do zaprzestania zemsty „ząb za ząb” i wypowiada słynne słowa o nadstawianiu drugiego policzka, gdy ktoś nas uderzy w pierwszy. Podobnie, gdyby ktoś chciał się z nami procesować chcąc zabrać nam suknię, Jezus nakazuje oddanie i płaszcza. Zawsze mnie zastanawiało, dlaczego chrześcijanie z jednej strony tak się bulwersują, gdy usłyszą cokolwiek nieprzychylnego na temat Biblii, a jednocześnie traktują ją jak takie „pierdu-pierdu, pogadaliśmy sobie, posłuchaliśmy, było fajne, ale się nie nadaje do życia, więc będziemy i tak postępować po swojemu, czyli jak nam się zachce”. Co ciekawe – w wersecie 48 Jezus wzywa wyznawców, by byli tak doskonali, jak Ojciec w niebie, więc nie pozostawia miejsca na wymówki, że Jezus był doskonały, więc tak nauczał, ale nie my, więc możemy to olać.

Justyna Steczkowska – Oko za oko.

Jakby tego było mało, Jezus w trakcie kazania się rozkręca i mówi, żeby miłować swoich nieprzyjaciół, bo żadna to zasługa kochać tego, kto nas kocha. Jakby to powiedzieć…, znam wiele przykładów świadczących, że ludzkość właśnie z tym ma problem, nazwany słowami kardynała Richelieu „Boże, chroń mnie przed przyjaciółmi. Z wrogami poradzę sobie sam.”

Kult – Umarł mój wróg.

Z mojego punktu widzenia, zastosowanie kazania Jezusa w praktyce spowoduje odpodmiotowienie osób, które próbują się do niego stosować. Wyobrażam sobie taką sytuację, że ktoś próbuje coś na mnie wymusić siłą, ja mu daję 2 razy więcej niż ode mnie chce, więc do mnie wraca z nowymi żądaniami, bo czemu nie, skoro dostał co chciał. Jeśli coś działa, po co to zmieniać?! Nie wiem, może ktoś ma inne doświadczenia, może znajdę wśród czytelników jakiegoś wiecznego kozła ofiarnego, któremu dzięki niewolniczemu oddaniu się poprawiło, ale uwierzcie mi, taka rola ani mnie nie kręci, ani nawet nie wydaje się sensowna, ni dobra, bo utwierdza złoczyńcę w jego drodze życiowej.

Biblia · religia · wiara

010. Wieża Babel oraz poglądy Jezusa na małżeństwo i przysięganie.

Rdz 10,1 – 11,9

Rozdział dziesiąty Księgi Rodzaju opowiada o potomkach synów Noego, od których rzekomo wzięły się narody, które rozproszyły się na Ziemi po potopie. Nie mam tu wiele do komentowania, oprócz tego, że autorom Pisma się zdawało, że jeden mężczyzna z małżonką może dać początek całym narodom (podziwiam zdolności rozpłodowe niemal identycznego kodu genetycznego). I proszę, nie tłumaczcie mi, że to tylko symbol, że wiadomo że musieli być inni ludzie, bo akurat to wiem, że musieli być, tyle że Biblia nic na ten temat nie wspomina, zdaje się że była mocno przywiązana do wersji o wspólnym przodku ludzkości. Nie zwróciło niczyjej uwagi podobieństwo do małpy i nic dziwnego, toż nawet dzieło życia Darwina „O powstawaniu gatunków” trafiając do księgarń w 1859 roku wzbudziło gniew i protesty niedouczonych obywateli, jak mogłaby taka myśl dopaść pustynnych pasterzy kóz sprzed kilku tysięcy lat?! Autorzy pozostawali w przekonaniu, że przodkiem wszystkich mocarzy musiał być jeden mocarz, przodkiem rozpustników musiał być rozpustnik, a przodkiem bogobojnych, bogobojny. Dziś nazwalibyśmy to prostacką próbą piętnowania całych rodzin, ale przecież prostactwa tropiącego rodzinne koligacje w celu przypisania osobom współczesnym czynów charakterystycznych dla przodków nie brakuje po dziś dzień, zwłaszcza wśród konserwatystów.

Gintrowski, Kaczmarski, Łapiński – Wieża Babel.

Rozdział jedenasty, to słynna legenda wieży Babel. Zanim do niej przejdę, nawiąże do przypisu w moim egzemplarzu Biblii: „Wyrażenie CAŁA ZIEMIA odnosi się do jednego terytorium, na którym ludzie mówili jednym językiem”. Moi drodzy, jednego słowa tam nie ma sugerującego taką interpretację. Po prostu autorzy Pisma trzymając się wersji o wspólnym pochodzeniu, nie mogli potomków Noego obdarzyć różnymi językami (skąd niby w rodzinie takie jajca). Jednak pojawił się problem, jak w takim razie wytłumaczyć różnorodność językową Świata. Stąd i cała historia o Jahwe, który przestraszył się ludzkich możliwości okazanych podczas wspólnej budowy wieży Babel i postanowił im trochę przeszkodzić odbierając im rdzenną mowę i dając w zamian różne języki. Oprócz dramatycznego braku wiedzy autorów tego rozdziału, historia ta obnaża jeszcze coś na ich temat: patologiczną podejrzliwość, zabobonny lęk przed ludźmi z wiedzą i silnymi więzami społecznymi pozwalającymi na dobrą organizację pracy. Cechy tak pożądane dla rozwoju całego społeczeństwa, przez ludzi starożytnych budziły lęk, bo oznaczały siłę, a ich mózgi nie były w stanie wyobrazić sobie innego wykorzystania siły, jak w celu niszczycielskim. Samego Boga czynili największym niszczycielem, bo z tym się biedakom kojarzyła potęga. Przypisywali też mu swoje lęki, wszak przestraszyć się miał tego, że nic dla tych zgodnie pracujących ludzi nie będzie niemożliwe.

Mt 5, 31-37

W opowieści o zawartości Nowego Testamentu dochodzimy do poglądów Jezusa na małżeństwo i przysięgi, które mogą mocno zdziwić współczesnych. W sprawie rozwodów bowiem Jezus uważał, że poza przypadkiem rozpusty, każdy rozwodnik sprawia, że żona dopuszcza się cudzołóstwa, a kto się żeni z rozwiedzioną, sam się tego cudzołóstwa dopuszcza. Pomijając fakt, że coraz więcej chrześcijan ma gdzieś nierozerwalność małżeństwa, to jezusowa logika jest pokrętna. Niby dlaczego rozwodząc się z żoną sprawiam, że ona dopuszcza się cudzołóstwa. Tu nie ma ciągu przyczynowo skutkowego, jest co najmniej kilka innych możliwości, jak celibat, bądź śmierć (w czasach Jezusa, pozostawienie kobiety mogło bezpośrednio przyczynić się do jej śmierci, przez utratę możliwości zdobywania środków do życia).

Przemysław Gintrowski/ Zbigniew Herbert – Kołatka.

Sprawa przysięgi jest jeszcze ciekawsza. Otóż Jezus w „Kazaniu na górze” wyraźnie nie pochwala przysiąg, wręcz ich zabrania. Tu należy się małe wyjaśnienie, zabrania przysięgania na niebo, ziemię, na swoją głowę, czyli boskie twory. Domaga się mowy tak-tak, nie-nie, innymi słowy nie pochwala ludzi robiących z gęby cholewę, a podpieranie się boskim dziełem podczas przysięgi odpada w ogóle, bo jest to przysięganie na coś, czym przysięgający nie dysponuje. Tak tylko przypominam wszystkim przysięgającym na biblię, swoją duszę, czy inne tam „tak mi dopomóż Bóg”. Podejmujesz się czegoś, czy nie? Proste jak drut: tak lub nie!!!

Bielizna – Wyjdź za mnie.

Możecie też śmiało przypomnieć swoim kaznodziejom, że Jezus nie miał nic przeciwko rozwodowi w przypadku rozpusty. Oczywiście głosił to z właściwą swym rodakom z początku naszej ery obrzydliwą mizoginią, traktując kobietę przedmiotowo do granic możliwości. Zdanie kobiety się nie liczyło, to mężczyzna się rozwodził albo nie, i żeby było śmieszniej, automatycznie czynił ją w ten sposób cudzołożnicą. Łebski koleś, nie? Co byście o mnie, drogie chrześcijanki powiedziały, gdybym wam odbierał prawa do decydowania o sobie tak, jak to robił Jezus? To oczywiście tylko wersja Mateusza „Kazania na górze”, nie wiem czy później Jezus zmieniał zdanie, ale dojdziemy do tego.

Biblia · religia · społeczeństwo · wiara

009. Incydent z pijanym Noem, jego prawa oraz Jezus o zabijaniu i cudzołóstwie w kazaniu na górze.

Rdz 9

Po potopie i boskim holocauście „niemiłych Panu”, czyli utopieniu wszystkich stworzeń z wyjątkiem rodziny Noego i zwierząt z jego arki, Jahwe stwierdził łaskawie, że już nie będzie „wytracał wszystkiego co żyje”, nazwał to przymierzem z ludźmi i zwierzętami, a symbolem tego porozumienia jest TĘCZA, którego to znaku Polacy tak często nie cierpią (zaledwie od kilkunastu lat, ale za to tak intensywnie, że wydaje im się, że od zawsze). Następnie pobłogosławił Noemu, zapewnił go, że zarówno to co się rusza, jak i rośliny zielone, są po to, by je ludzie mogli jeść i wzbudzać w nich „bojaźń i lęk”. Bardzo nie lubię tego fragmentu Biblii, bo regularnie wykorzystywany jest przez chciwych zwyroli do uzasadnienia dewastacji środowiska. W dodatku naprawdę irytuje mnie fakt, że byle obwieś, zamiast dbać o swoją wolność, pragnie być czyimś panem, choćby to miały być zwierzęta i pragnie w kimś wzbudzać strach, zamiast pozbyć się swoich lęków. A tak szczerze powiedziawszy, jak to słynnemu homo sapiens to „panowanie” i „wzbudzanie lęku” wychodzi, to widzimy gdy byle jednokomórkowiec zaatakuje jego organizm. Bo powiedzmy sobie szczerze, kto tu się kogo boi, krętek blady człowieka, czy człowiek krętka bladego?! Wróćmy do czasów powstawania Starego Testamentu i obszaru, na którym był tworzony: Ludy pasterskie, nieznające innego systemu relacji, jak tylko pan i sługa, trzęsące portkami przed innymi ludźmi, dzikimi zwierzętami, przed ich pazurami, jadem, kłami, to chyba nie najlepszy przykład na „pana wszelkiego stworzenia”. Pomarzyć dobra rzecz, tylko czemu nie o wolności, a o własnym niewolniku?!

Irish Rovers – Drunken Sailor.

No dobrze, ale rozdział 9 Księgi Rodzaju daje dwa zakazy: spożywania zwierzęcej krwi, bo w niej rzekomo jest życie (od strony współczesnej wiedzy patrząc, wyjątkowo to durna hipoteza) i zakaz odbierania życia człowiekowi. Spośród współczesnych wiernych traktujących Stary Testament za księgę świętą, jedni po dziś dzień katują zwierzęta podczas uboju rytualnego, a inni mają biblijny zakaz w dupie, n.p. polscy księża i biskupi oraz większość ich owieczek. Wspominałem już gdzieś chyba, że współczesny chrześcijanin popukałby się w łeb, gdyby mu ktoś nakazał przestrzegać biblijnych zakazów, a jeśli nie, to robię to teraz. Co do zakazu zabijania, to również współczesny chrześcijanin stosuje moralność Kalego (choćby przebywający pod czujną opieką kapelanów wojskowych żołnierze), choć zakaz Noego mówi o karaniu morderców śmiercią.

Dalsza część rozdziału 9 od wersetu 20 począwszy, opowiada o tym, jak to Noe zachlał ryja do nieprzytomności i się obnażył, co zobaczył syn Noego, niejaki Cham i doniósł o tym braciom (czyżby przodek polskich kapusiów i szmalcowników?), na co ci weszli do komnaty Noego tyłem (by nie widzieć ojcowskiej nagości) i okryli urżniętego tatusia przyniesionym płaszczem. Noe się wyspał i zaczęło się! Najpierw wściekł się na Chama (bo przecież nie na siebie, że się schlał jak wór), ale nie przeklął Chama, tylko jego syna Kanaana (ta słodka, biblijna sprawiedliwość, co?), który miał być najpodlejszym sługą swoich braci. Wywyższył zaś Noe Jafeta, i choć nie on jeden okrył nagość ojca (bo razem z bratem Semem), to rzekł, by Jahwe „rozprzestrzenił” Jafeta i żeby mieszkał on w namiotach Sema. Znowu pojawia się więc wątek nierównego i przedmiotowego traktowania dzieci przez rodziców. Cokolwiek to znaczy, nie pokrywa się to z moim poczuciem sprawiedliwości. A z Waszym???

Mt 5, 21-30

Chrystus w „Kazaniu na górze” w wersetach 21-26 przedstawia swój pogląd na przykazanie „Nie zabijaj”, a w wersetach 27-30 na cudzołóstwo. Ciekaw jestem Waszej opinii co do tych poglądów, bo według Jezusa (a raczej tego, co rzekł na górze), każdy kto gniewa się na swego brata, winien będzie sądu, kto powie bratu „głupcze” będzie winien Najwyższej Rady, a kto powie do brata „bezbożniku”, będzie winien piekła ognistego. To jest Nowy Testament, czyli rzekomo ten, który należy traktować dosłownie (przynajmniej zgodnie z wykładnią rzymsko-katolicką). Co na to nasz świętojebliwy Naród. Ja sam bym miał zagwozdkę, na szczęście jako niewierzący, nie traktuję Ewangelii jako wykładni moralnej dla siebie, powiem więcej, w wielu miejscach jest ona amoralna, nieetyczna, wręcz zbrodnicza.

Ot, weźmy słowa Jezusa o cudzołóstwie. „Każdy kto patrzy z pożądaniem na kobietę już popełnił cudzołóstwo w sercu”. No i potem, że jeśli oko lub ręka pobudza Cię do złego, to wyłup oko lub odetnij rękę. Znam jednego człowieka, który zastosował się do tych słów. Odciął sobie siekierą dłoń. Twierdził, że głos nakazywał mu również obcięcie drugiej dłoni, ale nie miał już czym chwycić siekiery. Bardzo tragiczna postać. Jak domyślacie się, trafił do szpitala psychiatrycznego. Nasz polski system, niestety, nie jest wcale przygotowany na choroby psychiczne, bo po jakimś czasie ów mężczyzna został wypuszczony na wolność mimo że jego stan budził powszechne wątpliwości. Po kilku latach zamordował własną matkę. Ze względu na brak jednej dłoni, udusił ją składanym tapczanem. Naprawdę wolałbym, by to ludzie współcześni tworzyli i udoskonalali prawo, bo to co mówi Pismo zapisane przed wiekami w jednym z najbardziej zacofanych miejsc na Ziemi jest według mnie do gruntownej poprawy. Mało to doskonałe, właściwie zupełnie niedoskonałe.

Biblia · religia · społeczeństwo · wiara

008. Przebieg potopu oraz utrzymanie w mocy starotestamentowych praw przez Jezusa.

Rdz 7, 6 – 8, 22

Jak słowo daję, uważam że ci, którzy głoszą iż treści biblijne są prawdą, nie starali się czytać jej ze zrozumieniem. Podczas opisywania potopu, znowu Biblia powraca do teorii o wprowadzeniu do arki po parze z wszystkich zwierząt czystych i nieczystych (jak pamiętamy z poprzedniego odcinka, w pewnym momencie pojawiły się fory dla zwierząt czystych – po siedem samców i samic miało ocaleć). Ktoś mógłby powiedzieć, że się czepiam niuansów, ale przecież w taki sposób demaskujemy łgarzy – dowodząc, że zeznania są sprzeczne ze sobą, bądź że przebieg wydarzeń jest niemożliwy do realizacji (to wychodzi często podczas wizji lokalnej). Lampką ostrzegawczą, gdy słuchamy kłamstw, powinno być także podawanie zbyt dużej ilości nieistotnych szczegółów – to wiemy z obserwacji psychologicznych. A tu mamy a to wiek Noego w chwili potopu, a to czas trwania deszczy, czas opadania wód, a wszystkie te dane nie zawsze są takie same w różnych miejscach Biblii. Dla samego przekazania nauki byłoby to bez znaczenia, za to dla pustynnego baśnioklety w celu stworzenia wrażenia, że wie o czym mówi, szczegóły były bezcenne. Oczywiście pasterze kóz wysłuchujący tych historii nie zadali pytania: „Skąd miałaby się wziąć woda na podniesienie poziomu na całej planecie o 8,5 kilometra”, bo byli na to za głupi. Zresztą sam autor miał małe pojęcie o planecie Ziemia, skoro góra Ararat (5137 mnpm) była według niego pierwszą, która ukazała się spod powierzchni wody (co wtedy robiły Himalaje i Kordyliery, przykucnęły?). Czy muszę jeszcze wspominać o niemożności zgromadzenia wszystkich gatunków na arce o wymiarach podanych w Biblii, ani o zapasach wody pitnej i żywności dla tej załogi? Dla wiedzy współczesnego człowieka są to tak wielkie pierdoły, że aż głupio o nich mówić, a obrona po linii „to była metafora” jest o tyle bez sensu, że niby czego to miała być metafora, znam sto prostszych sposobów stworzenia przypowieści o zagładzie za karę, bez uciekania się do takich andronów, no i nie musiałbym przy okazji zabijać niewinnych zwierząt, czy niemowląt. Opowiadacz postanowił się jednak wysilić, by stworzyć wrażenie potęgi boskiej, a wyszło wrażenie braku wiedzy i manipulacji wiedzącymi jeszcze mniej od siebie wyznawcami.

Kaczmarski, Gintrowski, Łapiński – Arka Noego.

Żeby było ciekawiej, po zejściu na ląd Noe zbudował ołtarz i spalił na nim „czyste” zwierzęta, co było ponoć miłe Bogu, tylko za skarby świata nie wiem, jak w związku z powyższym spalone ofiary mogły dać potomstwo, by Ziemię znów zapełniała zwierzyna.

Na zakończenie części starotestamentowej dzisiejszego odcinka: Zauważyliście, że ludobójstwo dokonane przez Jahwe, nie było moralnie kwestionowane ani przez żydów (pisanych małą literą, jako członków grupy wyznaniowej, a nie w odniesieniu do narodu) którzy byli pierwszymi wierzącymi w Słowo, ani przez chrześcijan, którzy przecież nie odrzucili Starego Testamentu, a przez wiele lat traktowali go dosłownie (oczywiście tam, gdzie im było wygodnie, bo jest w wielu miejscach sprzeczny nie tylko z tym, co chcieli chrześcijanie robić, ale nawet sam ze sobą).

Mt 5, 17-20

Jezus w „Kazaniu na górze” miał powiedzieć „Nie przyszedłem znieść prawa, ale je wypełnić”. Jest to o tyle warte zapamiętania, że prawa starotestamentowe z punktu widzenia etycznego są zbrodniczą kloaką pomieszaną z nacjonalizmem żydowskim, męskim szowinizmem, uprawomocnionym niewolnictwem, uprzedmiotowieniem dzieci oraz totalnym kukunamunizmem. Dojdziemy do tego omawiając Stary Testament. Zwracam na to uwagę z tego powodu, że religie chrześcijańskie nader często twierdzą, że Jezus zniósł stare, okrutne prawa, zastępując je religią miłości. Parafrazując: „Zaprawdę powiadam wam, nawet jeśli gdzieś twierdził, że je znosi, to tutaj twierdzi, że nie tylko nie znosi, ale pilnuje ich wypełnienia, co demaskuje tę nowotestamentową postać jako manipulatora”. A teraz już cytat z Pisma, jako wisienka na torcie (Mt 5, 18-19): „Zaprawdę powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą i dopóki nie wypełni się wszystko, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie. Ktokolwiek więc zniósłby jeden z tych przepisów, choćby najmniejszy, i tak nauczał ludzi, ten będzie najmniejszy w królestwie niebieskim. A kto by ich przestrzegał i nauczał, ten będzie wielki w królestwie niebieskim”. Zresztą podeprę się gotowcem z portalu „Na temat”. Kliknij tu i poczytaj o co bardziej odjechanych prawach.

Godne przypomnienia to słowa, gdy będziemy się zagłębiać w starotestamentowe prawa, a zwłaszcza w to kogo zabić, z kogo zrobić niewolnika, a kto wykpi się pieniędzmi.

Biblia · religia · wiara

007. Wskazówki dla Noego oraz co mówił Jezus o dobrych uczynkach podczas „Kazania na górze”.

Rdz 6, 9–7, 5

Akcja wydaje się być prosta: Jahwe postanawia zgładzić wszystko na świecie za pomocą potopu, a jedynymi ocalałymi mają być członkowie rodziny Noego oraz wybrane przez niego zwierzęta. Mamy więc plan na pierwsze boskie ludobójstwo. Przyczyną była „nieprawość” jaka wypełniła świat. Dość mętne to tłumaczenie, brzmi nieco jak wyznanie psychopaty o tym, że głosy mu kazały zabijać. Bez wnikania w szczegóły. Oczywiście w takich sytuacjach zastanawiam się też, jak to jest z legendarnym „planem boskim”, bo jeżeli jest, to unicestwienie całego życia na ziemi jedynie z powodu takiego, że było ono częścią jego planu, jest cokolwiek ekscentryczne i w wypadku pospolitego współczesnego psychopaty spotkałoby się z gniewem społecznym i żądaniem najsurowszej kary dla sprawcy morderstwa. Od strony etycznej już lepiej by wyglądało, gdyby Bóg nie miał pojęcia, co zrobią stworzeni przez niego ludzie, czyli ani nie miał planu, ani wiedzy. Do tej pory zresztą Biblia niczego o planie nie wspomniała. Byłaby to jakaś okoliczność łagodząca, choć wkurzyć się tak na czyjąś „niegodziwość”, by zgładzić całe rodziny – w tym niemowlęta, do tego jeszcze zwierzęta…. To przypomina raczej zachowanie człowieka, który mordując wrogów, nie oszczędza rodziny, nawet dzieci, by nie doszło do zemsty. Czyli znów mamy do czynienia z tekstem, który wygląda jakby był stworzony ręką człowieka o dość niskiej moralności.

Techniczne szczegóły ocalenia, czyli wymiary arki (300 łokci długości na 50 łokci szerokości i 30 łokci wysokości) nie dają szans na uratowanie po parze każdego gatunku zwierząt, ale realizm nigdy nie był mocną stroną boskich interwencji. Pismo nie byłoby Pismem, gdyby wszystko się tam zgadzało. Werset 19 rozdziału 6 Księgi Rodzaju mówi o parze z każdego zwierzęcia (coś takiego jak systematyka w Biblii jest często domyślna, więc nie wiem, czy ma na myśli po parze z gatunku, czy z innego taksonu). Jednak już wersety 3-4 następnego rozdziału tej samej księgi mówią, by Noe wziął po 7 samców i samic ze wszystkich zwierząt czystych oraz tylko po 2 sztuki (samca i samicę) zwierząt nieczystych. No i po siedem samców i samic z ptactwa. Gdzie to wszystko miało się pomieścić, to nie wiem, ale wiem, że autor miał niewielkie pojęcie o ilości gatunków zamieszkujących Ziemię. I zdecydowanie nie zwracał uwagi na liczby. Raz podawał takie, innym razem inne, niczym propagandzista próbujący wprowadzić chaos.

Przebieg potopu w następnym odcinku.

Mt 5, 13-16

Z Nowego testamentu mam dziś w planie bardzo krótki fragment „Kazania na górze”. Mianowicie „Dobre czyny”. Jezus mówi „Wy jesteście solą ziemi, a jeśli sól utraci swój smak, czym go przywrócić?” Nie wiem do kogo konkretnie tyczy się ta sól: czy tych, co go w danej chwili słuchają, czy Żydów, jako narodu wybranego, a może wszystkich ludzi. Zdecydowanie jednak przez smak soli próbuje zobrazować jakąś szczególną cechę grupy, którą ma na myśli. Do głowy przychodzi mi zdolność odróżnienia dobrego od złego, czyli sumienie, bo chwilę potem dobre uczynki przyrównuje do światła świecy, które trzeba eksponować. Z punktu widzenia etyki, tak właśnie byłoby zdrowo: własnym nagłośnionym przykładem uczyć innych, n.p. swoje dzieci. Chętnie bym temu przyklasnął, zwłaszcza że mam w pamięci tak często wałkowane „mądrości” moich katolickich było – nie było przodków (w tym rodziców), którzy strasznie się oburzali, gdy się czymś próbowałem pochwalić. Może wreszcie od kogoś bym się dowiedział, jaka jest oficjalna wykładnia kościołów chrześcijańskich: Czy powinienem się chwalić dobrymi czynami, czy dokonywać ich „w ciszy i pokorze, pozostawiając jedynie Bogu do oceny”. Cudzysłów z prostego powodu, jako ateista nie wierzę w żadnego Boga (dla przypomnienia).

Biblia · religia · wiara

006. Jak Bóg postanowił zabić ludzi oraz osiem błogosławieństw Jezusa.

Rdz 6, 1-8

Początek rozdziału 6 Księgi Rodzaju zaatakował mnie treścią mocno wskazującą na to ludzkie i bardzo niedoskonałe pochodzenie Biblii. Najpierw Jahwe po zorientowaniu się, że ludzie biorą sobie żony (zgodnie zresztą z tym, co im miał przykazać tworząc ludzi i mówiąc „bądźcie płodni i rozmnażajcie się”), skrócił ich życie do 120 lat (przypomnę, że według Pisma pierwsi ludzie mieli żyć 800-900 lat, a nawet dłużej). Pełne uzasadnienie tej decyzji miało brzmieć „Duch mój nie zawsze może pozostawać w człowieku, gdyż jest on istotą cielesną; niech więc żyje 120 lat” (Rdz 6, 3). Następnie Pismo przekonuje, iż na Świecie żyli olbrzymi, przesławni mocarze zamierzchłych czasów, choć nic więcej się o nich w tym miejscu nie dowiedziałem. I wtedy, ni z gruchy, ni z pietruchy, niczym wypowiedziane jednym tchem, padają słowa „I Jahwe wiedział, że wielka jest niegodziwość ludzi na świecie i że wszelkie ich zamysły kierują się ku złu (Rdz 6, 4-5).

No i tu nastąpiła ciekawostka, gdyż Jahwe rozmyślając nad tym co wiedział i widział, zasmucił się w swym sercu i rzekł „ZGŁADZĘ Z POWIERZCHNI ZIEMI LUDZI, KTÓRYCH STWORZYŁEM”. Niejako przy okazji Jahwe powziął decyzję o zagładzie zwierząt. JEDYNIE NOE BYŁ MIŁY JAHWE”.

Znowu pojawia się zatem wątek przedmiotowego traktowania człowieka przez Boga, jak również powtórzyła się sprawa nierównej miłości do „dzieci bożych”.

Fragment krótki, niemniej zrobię tu pauzę do następnego odcinka, bo wątpliwości etycznych tu nagromadzonych i tak jest sporo, natomiast ich gęstość w przeliczeniu na wersety jest wręcz przytłaczająca.

Stare dobre małżeństwo – Gloria.

Mt 5, 1-12

Kazanie na górze omówię na raty. 8 błogosławieństw, to jego początek. Jezus miał tam pobłogosławić:

  1. Ubogim w duchu.
  2. Smucącym się.
  3. Łagodnym (w innym tłumaczeniu można spotkać cichych).
  4. Łaknącym sprawiedliwości.
  5. Miłosiernym.
  6. Czystego serca.
  7. Doprowadzającym do pokoju.
  8. Cierpiącym prześladowania za sprawiedliwość.
  9. Lżonym i prześladowanym z powodu Jezusa.
Voo Voo – Ubogi duchem.

Jak widzimy, coś się nie zgadza ilość z powszechnie używaną nazwą, ale nie to mnie razi. Po prostu nie we wszystkich błogosławieństwach wiem o kogo chodzi. Na przykład co oznacza zwrot „ubogi w duchu”? Zupełnie nie wiem. Pozornie za to umiemy powiedzieć, co oznacza słowa „smucący się”, „łagodny”, „pragnący sprawiedliwości”, „czystego serca”, ale jeżeli się głębiej zastanowimy, to „smucący się” może być seryjny morderca prowadzony na szafot lub chciwiec, który zamówił złoty sygnet, a teraz ma za niego zapłacić. Najgorsze jest to, że bez problemu znajdziemy kaznodziejów, którzy zechcą „rozwiać nasze wątpliwości wyjaśniając nam, co Jezus miał na myśli”, przy czym wyjaśnienia te będą jedynie ich pobożnymi życzeniami, by nie powiedzieć „z dupy wziętymi projekcjami”. Jeszcze łatwiej o wątpliwości w znaczeniu słów „sprawiedliwość” i „miłosierdzie”, bo sami wiemy jak zmienia się poczucie sprawiedliwości w zależności od punktu siedzenia, a miłosierdzie… Kiedy jałmużna jest miłosierdziem, a kiedy przekleństwem? Weźmy żebrzącego narkomana.

Żywot Briana – 8 błogosławieństw.

Dlatego też o ile za ciekawe uważałbym rozważanie odpowiedzi na pytanie „kto jest godzien błogosławieństwa”, to ich treść mimo pozornej przejrzystości, stwarza duże pole do nadinterpretacji.

Biblia · religia · wiara

005. Potomkowie Adama i Kaina oraz pierwsi uczniowie Jezusa.

Rdz 4, 17 – 26; 5

Mętny i niekonsekwentny jest sposób przekazywania informacji w Księdze Rodzaju. Wersety przedstawiające potomków Kaina zwracają uwagę na to, wykonawców jakich zawodów byli praojcami, zupełnie przy tym ignorując długość życia i liczność rodzin, natomiast potomkowie Adama z linii Seta zostali przedstawieni, jakby ich wkładem w istnienie ludzkości była ilość lat, jaką przeżyli, bez podania zajęć wykonywanych. Nudne są to wersety, książce telefonicznej podobne, ale dla zagmatwania z pisaniem nazwisk po kropce, a nie każdego w nowej linijce. Właściwie jedynymi ciekawostkami, które rzeczywiście zostały wtrącone tak, jakby ktoś bełkocąc w narkotycznym transie nagle oprzytomniał i zapragnął powiedzieć coś konkretnego, tyle że w trakcie znów odpłynął, są dziwne słowa Lemeka do jego żon (tu jeszcze Bóg zdaje się nie mieć pretensji o bigamię):

– Ado i Cillo, słuchajcie mego głosu! Żony Lemeka, zważcie na moje słowa: Zabiłem ja męża – za zranienie mnie, a dziecko za siniec! Jeśli Kain miał być pomszczony siedmiokroć, to Lemek siedemdziesiąt i siedmiokroć!

Tak z mojej perspektywy, mamy pierwszego historycznego złamasa, który uznał się za tak świętą i nietykalna krowę, że śmiercią chce karać mężczyzn, którzy go zranili i dzieci, które zrobią mu siniec. Mamy, ale nic z tego nie wynika. Nie ma słowa o karze dla niego, ni o nagrodzie. Nic nas nie naprowadza na wniosek, jakie normy etyczne zaleca ten fragment Pisma. Mam wrażenie, jakby osoba z demencją nagle coś sobie przypomniała i właściwie nie wiedząc po co, uznała to za warte opowiedzenia.

Drugą ciekawostką, jaką udało mi się odnaleźć, jest informacja, że Bóg dał Adamowi syna Seta W ZAMIAN ZA ZABITEGO przez Kaina Abla. SZTUKA JEST SZTUKA, chciałoby się rzec! A gdy Setowi narodził się syn, wtedy zaczęto wzywać imienia Jahwe. I tu przypomniało mi się, że po jakimś czasie od tego zdarzenia, podczas przymierza z Mojżeszem Bóg miał zakazać brania imienia Boga nadaremno. Swoją drogą, słowo „nadaremno” jest tak samo konkretne, jak i „sprawiedliwie”. Każdy może sobie wymyślić interpretację. Jak już gdzieś pisałem, lubię wolność interpretacji, ale w literaturze, nie w prawie.

*

Mt 4, 12 – 25

Ten fragment Pisma mówi o powołaniu pierwszych uczniów. Zaczyna się jednak od informacji o uwięzieniu Jana (podejrzewam, że Chrzciciela), potem informuje, że Jezus udał się do Galilei, opisanej tak: „Galilea pogan. Lud pogrążony w ciemności ujrzał wielkie światło, a przebywającym w kraju i w mroku śmierci zajaśniało światło”. Odtąd Jezus zaczął głosić i mówić – nawróćcie się, bo królestwo niebieskie jest blisko. Przytaczam ten fragment, bo fajnie pokazuje, czym jest metafora. Pamiętamy, że w Księdze Rodzaju „światło” pojawia się przed stworzeniem Słońca, chrześcijanie chcieliby traktować to jako metaforę dobra, lecz tam wyraźnie mówi się o jego konsekwencji: dniu i nocy, wieczorze i świcie oraz o kolejnych dniach. Nic nie wskazuje tam na „dobro i zło”, czy „prawdę i fałsz”, czyli na metaforyczny sens. Co innego tutaj, w opisie Galilei, do której trafił Jezus. Poganie utożsamieni są z pogrążonymi w ciemności, a światło z głoszeniem nauk przez Jezusa. Różnica jest subtelna, ale da się ją wychwycić. To dlatego z takim zniecierpliwieniem reaguję, gdy ktoś, komu przytoczony fragment Pisma nie pasuje do prywatnej wizji wiary od razu mówi „to metafora”. Metafora jest zabiegiem celowym, ma czemuś służyć. Jeżeli nie mamy powodów, ani znamion metafory, to mówimy raczej o niespójności przekazu. Błąd wynika według mnie z tego, że wierzący zakładają spójność i prawdziwość przekazu Biblii, nim zabiorą się do lektury.

Wracając do pierwszych uczniów. Do Jezusa najpierw przyłączyli się rybacy, Szymon (zwany Piotrem) i jego brat Andrzej, którzy dla Jezusa porzucili sieci, dostali bowiem obietnicę „łowienia ludzi”. Kolejnymi zaś uczniami byli bracia Jakub i Jan, którzy porzucili dla Jezusa naprawiane sieci i swego ojca. Trochę mi to przypomina ludzi porzucających uczciwy zawód dla polityki lub sekty. Pal sześć zostawienie źródła własnego utrzymania, bo można się przekwalifikować, ale tak z partyzanta ojca porzucić – w tamtych czasach – to spory kłopot dla tego ostatniego.

Rozdział czwarty Ewangelii wg św. Mateusza kończy się opisem cudów uwalniania od chorób i dolegliwości, jakich miał dokonywać Jezus głosząc dobrą nowinę o królestwie. Ponieważ pamiętam skądinąd, że pierwszym cudem Jezusa była zamiana wody w wino dla niedopitych gości z wesela w Kanie Galilejskiej, zakładam że został on opisany w innej Ewangelii. Ostatnie słowa rozdziału brzmią: „I poszły za nim wielkie tłumy z Galilei, i z Dekapolu, i z Jerozolimy, i z Judei, i z Zajordanii”. Słynna ekipa kpiarzy z „Latającego Cyrku Monty Pythona” w kultowym filmie „Żywot Briana” zwróciła moją uwagę na pewien fakt: W jaki sposób „wielkie tłumy” mogły słyszeć, co mówi do nich JEDEN człowiek BEZ MIKROFONÓW, WZMACNIACZY I GŁOŚNIKÓW?! Odpowiedź brzmi „W SPOSÓB NIEDOKŁADNY, NIEWYRAŹNY, BŁĘDNY”. Zastanawia mnie też inny drobiazg. Jak w czasach powszechnej nędzy, przy braku środków transportu, owe „WIELKIE TŁUMY” mogły się szwendać za Jezusem od Galilei przez Dekapol, Jerozolimę, Judeę, Zajordanię. To były tereny pustynne i półpustynne, pełne biedy, nędzy, głodu, pragnienia. A tu nagle znajdują się tłumy chętne na wycieczkę krajoznawczą, utrzymujące się nie wiadomo z czego, przemieszczające się nie wiadomo jak. To nie były czasy gęstego zaludnienia tamtych terenów. Jeśli tłumy chodziły za Jezusem, to kto został w domach pracować na to towarzystwo?! Powiecie, że się czepiam lub (o zgrozo) kpię, ale jak inaczej chcecie sprawdzić wiarygodność tekstu?!

Exodus – Niedawno tak, pewnego dnia.

Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że reminescencje pobiblijne są upiększoną wersją oryginału.

Biblia · religia · społeczeństwo · wiara

004. Sprawa Kaina oraz kuszenie Jezusa.

Nieco się zdziwiłem, że dziś Wielki Piątek, bo w polskich mediach królem jest koronawirus, a drugie miejsce na pudle zajmuje Smoleńsk. W moim zaś czytaniu Biblii przyszła kolej na pierwsze (bynajmniej nie jedyne) biblijne morderstwo oraz ewangeliczne kuszenie Jezusa.

Rdz 4, 1 – 16

Pokrótce: Adam i Ewa doczekali się potomstwa, Abla i Kaina. Abel został pasterzem, Kain uprawiał rolę. Obaj złożyli Bogu ofiarę (Abel ze zwierząt pierworodnych i ich tłuszczu, a Kain z płodów ziemi), ale Jahwe „wejrzał łaskawie” jedynie na ofiarę Abla. Kaina to rozgniewało, więc zabił brata. Za karę został skazany na tułaczkę. Niby wszystko jasne, lecz DIABEŁ tkwi w szczegółach.

Obywatel G.C. – Ja Kain, ty Abel.

Zastanawia mnie w czym gorsza ma być ofiara z roślin uprawnych od ofiary ze zwierząt. Obaj bracia zajmowali się swoją robotą i dawali to, co pozyskali pracą własnych rąk. Chyba tylko jakiś chciwy i zarozumiały złamas mógłby odrzucić szczery dar. Załóżmy zatem, że to tylko symbol, zwłaszcza że Jahwe pyta Kaina „czyż ofiara bywa nieprzyjęta, jeśli postępujesz dobrze?” – mamy zatem sugestię, że nie o rodzaj daru chodziło, a o wcześniejsze zachowanie. I tu mam problem, bo jeżeli Biblia miałaby być drogowskazem dla ludzi, to lepiej by spełniała swą funkcję, gdyby wyjaśniła, jaki to rodzaj zachowania jest tym NIEDOBRYM.

Ciekawa jest też kara: WYGNANIE, przy GWARANCJI BEZKARNOŚCI CIELESNEJ, którą stanowi specjalne znamię, jakim Bóg w tym celu oznaczył bratobójcę. Ktokolwiek mimo tego by go się odważył zabić, ma być POKARANY SIEDMIOKROTNIE. Przyznacie, że zawiła jest ta „sprawiedliwość”.Gdyby mi morderca, którego zamiast zabić, wyganiam precz, żalił się że teraz byle kto będzie mógł go zabić, spytałbym czy tak samo jak on brata.

Pojawia się też problem „kto miałby zabić Kaina?”, skoro jest jedynym ocalałym synem Adama i Ewy (na marginesie, po raz pierwszy znalazłem w Biblii imię Adama właśnie w tym rozdziale). Robi się zatem dość mętnie, bo widać, że Adam i Ewa nie byli jakimiś wyjątkowymi istotami, ale produkcja ludzi (ciekawe, czy również prochu ziemi robiono mężczyzn, a z żeber męskich kobiety) trwała równolegle w najlepsze, nie wspomniano też, kto ich robił, ale zakładam, że Bóg. Nie mam nic przeciwko wieloznaczności w literaturze, ani tym bardziej przeciw niedomówieniom i tajemnicom, jednak (myślę, że się zgodzicie, lecz jeśli nie, to poproszę o argumentację) jeżeli ma to być wykładnia etyczno – prawna, to niestety, ale przejrzystość reguł jest wymagana. Wyobrażacie sobie kodeks karny lub ustawę, z metaforami i tajemnicami zamiast definicji i reguł? I znowu, dobra książka, pełna wątpliwości, ukazująca skomplikowaną naturę zachowań ludzkich, nacisków, motywacji, potrafi dać człowiekowi dużo więcej niż sztywne polecenia i zakazy, ale dlaczego wobec tego tolerujemy duchownych twierdzących, że Bóg chce tego i owego. Nie nasuwa się Wam pytanie „A skąd wiesz, siuru, skoro Biblia pełna jest niejasności, metafor i niedomówień?!” Jeszcze silniej nasuwającym się pytaniem jest to, co dla mnie wydaje się oczywiste „Czy biblijne niejasności, braki, niedomówienia lub jawne sprzeczności nie są dowodem na to, że stworzył je człowiek?” I jeszcze jedna sprawa: Po raz kolejny Bóg ma materialne roszczenia, które dodatkowo stają się przyczyną ludzkich sporów. Nie tego bym się spodziewał po chodzącej wszechmocnej doskonałości.

*

Mt 4, 1 – 11

„Wtedy Duch zaprowadził Jezusa, aby był kuszony przez diabła” – tak to się zaczyna. Jezus po czterdziestu dniach postu czuje głód, a kusiciel sugeruje, że skoro jest Synem Bożym (wielkie litery, zatem muszą się odnosić do nazwy własnej), to może zmienić kamienie w chleb. Odpowiedź brzmi „napisano ‚nie samym chlebem człowiek żyje’. O tyle mi się to podoba, że również uważam, że nie wszystko warto robić za pełny brzuch, choć ja akurat bym raczej odpowiedział, że to ja zadecyduję, kiedy mogę jeść.

Kult – Post.

Kusiciel mówi też, by Jezus udowodnił swą boskość rzucając się w przepaść, by pochwyciły go anioły. Jezus, jak pamiętamy, powołuje się znów na to, że coś napisano, konkretnie by nie kusić Pana Boga twego. Gdyby mi ktoś mówił „udowodnij, że umiesz pływać”, rzekłbym po prostu „A mnie to po co? Ja wiem, a jeśli chodzi o ciebie, to już twój problem”. I nie chodzi o to, że mam się za Pana Boga, a o to, że jestem autonomiczny, cenię sobie wolność. A wypadku rzucenia się z wysokości rzekłbym „chyba cię pogięło, sam skacz cwaniaku”! Ciekawostką jest, że Ewangelia w tym miejscu nie wyjaśnia, czy Jezus jest megalomanem mającym się za Pana Boga, czy też mówiąc „nie będziesz kusił Pana Boga twego” ma na myśli, że on, Jezus, nie powinien kusić swego Pana Boga, co byłoby zachowaniem dużo bardziej pokornym, choć oczywiście, daje też jeszcze jedną myśl: Niezbyt wierząc w te łapiące go anioły i swą niezniszczalność, a nie chcąc tego uczciwie przyznać, beszta kusiciela za narażanie go na niebezpieczeństwo. Byłoby to bardzo ludzkie – nie zawsze chcemy się przyznawać, że czegoś nie potrafimy.

Ostatnia próba, to zwykłe diabelskie przekupstwo. Dam ci majątek, dam ci władzę, ale padnij przede mną na twarz. Robi to co roku na swoje urodziny niejaki Rydzyk Tadeusz, proponując władzy, że za udział w „Rydzyk party”, chocholich tańcach i śpiewy pochwalne, jednym słowem za hołd, da im władzę w Polsce. Jezus okazał się nieprzekupny (w przeciwieństwie do polskich partyjnioków), a następnie przyszli aniołowie i mu usługiwali. Kurcze…, też to widzicie? Czy to autorzy starotestamentowi, czy ewangeliczni, zawsze mają zakodowany ten materializm i naturę niewolnika. Temu usługują, ten przyjmuje ofiarę ze zwierząt. Mało to ma wspólnego z doskonałą duchowością, za to bardzo dużo z ludzką naturą.

Biblia · religia · wiara

003 – Grzech poznania i wygnanie z Edenu oraz Jan Chrzciciel i chrzest Jezusa.

Rdz 3;

Rozdział trzeci Księgi Rodzaju, to historia tzw. „grzechu pierworodnego” i wygnania z Edenu. Jeden z najszerzej znanych epizodów biblijnych. W telegraficznym skrócie: Wąż namówił kobietę, by zjadła owoc z drzewa poznania dobrego i złego, ona go zjadła i dała go mężowi, za co Bóg – Jahwe wygnał ich z Edenu, skazując ich na trud i ból aż do śmierci. I wszystko fajnie, tylko diabeł (nomen – omen) tkwi w szczegółach.

W opowieści z rozdziału trzeciego Księgi Rodzaju nie znalazłem informacji o tym, jakoby wąż miał być Szatanem, czy innym „upadłym aniołem”, choć w przypisach odsyłają mnie w inne miejsca Biblii, gdzie jest on symbolem potęgi wrogiej Bogu i człowiekowi (niespecjalnie zatem rozumiem, dlaczego został stworzony przez rzekomo wszechmocnego i wszechwiedzącego). W księdze otwierającej Pismo był on po prostu najchytrzejszym z dzikich zwierząt stworzonych przez Boga. Nie poznałem nadal imienia mężczyzny, natomiast dowiedziałem się, że nadał on po wygnaniu swej małżonce imię Chawwa, czyli Ewa (dawczyni życia).

Sprzeciw moralny budzi we mnie przedmiot potępienia węża i ukarania ludzi. Sumienie, czy też wiedza o tym co dobre, a co złe, kojarzy mi się z istnieniem, którego zakresu nie wyczerpuje człowiek (zwierzęta również czują, czy robią coś dobrego dla drugiej istoty, czy coś złego). Natomiast ślepe, tępe wykonywanie poleceń właściwe jest marionetkom i maszynom. Wychwalanie tego sposobu postępowania składam na karb niewolniczej natury autorów Biblii, natomiast jeżeli miałbym widzieć w złamaniu zakazu spożywania owoców z drzewa poznania dobrego i złego przekaz metaforyczny, to wyobrażam tu sobie zawoalowany opis despotycznego domu, gdzie ojciec – tyran chce kontrolować nie tylko każdy ruch dziecka, ale i jego uczucia i wybory moralne, a że jest przy okazji zafiksowany na seksualności i ma z tym jakiś problem, więc seks i „wpadkę” uważa za powód do wywalenia go z domu na zbity pysk. Zwłaszcza, że biblijny Jahwe, jakby dla zagłuszenia wyrzutów sumienia, daje wygnanym ubranie ze skór zwierzęcych. To by odzwierciedlało moralność tamtych czasów, ich surowość, nawet to, że jeden gospodarz miał wówczas kłopot z utrzymaniem swojej rodziny, więc jeśli któreś z dzieci zakładało swoją, to z przymusu ekonomicznego musiało iść w inne miejsce, bo to nie było go w stanie utrzymać. Tym niemniej odebranie prawa oceny dobra i zła pod karą śmierci, uważam za sadystyczne zboczenie narcyza. Zresztą opis plag mających spaść za nieposłuszeństwo na ludzkie głowy brzmi, jakby sprawiał on autorowi przyjemność. Jednocześnie, co przypominam kobietom, Pismo traktuje je podobnie jak dzieci, jako spód drabiny wartości, która wygląda tak: mężczyzna – jego majątek i zwierzęta – żona – dziecko. I jeszcze coś: Mężczyzna jawi mi się w tej opowieści jako ciężka dupa i tchórz pierwszej wody. To tłumaczenie „kobieta dała mi owoc”. Po prostu jakbym słyszał jakiegoś siurka tłumaczącego się ze zdrady małżeńskiej „to ona mnie uwiodła”. Normalnie „nie mam mózgu, nie mam woli, mów mi „ameba”!

I jeszcze coś bardzo ważnego. Chrześcijanie nazywają nieposłuszeństwo w Edenie „grzechem pierworodnym” i obciążają nim wszystkich ludzi, a chrzest (czyli przystąpienie do kościoła) ma być warunkiem zmycia tego grzechu, przy czym niektóre z kościołów chrześcijańskich uważają chrzest za warunek konieczny zbawienia. Nie wiem, czy w pełni zdajecie sobie sprawę, jakie to obrzydliwe: Wyobraźcie sobie, że Wasz praprapra….-dziadek w osiemdziesiątym pokoleniu wstecz okazał nieposłuszeństwo mojemu praprapra…-dziadkowi z osiemdziesiątego pokolenia do tyłu. Co byście pomyśleli o mnie, gdybym w związku z incydentem sprzed 80 pokoleń, domagał się od Was uroczystego składania mi hołdu oznaczającego przyjęcie w grono moich lenników zobowiązanych do „co łaska, ale nie mniej niż…” i innych ceregieli?

*

Mt 3;

Rozdział trzeci Ewangelii wg św. Mateusza opisuje Jana Chrzciciela, jego pustelniczy, ascetyczny tryb życia (miał odzienie z sierści wielbłądziej i skórzany pas na biodrach i żywił się szarańczą i miodem leśnym). O tyle ta postać budzi moją sympatię, że chrzci skruszonych i wyznających grzechy, natomiast zarozumiałych faryzeuszy beszta, mówiąc im o konieczności nawrócenia, i że bez tego będą jak drzewo niedające owocu wycięte i w ogniu spalone. Ewangelia nie wyjaśnia, czy w końcu im udziela chrztu, ale za to tłumaczy, że bez nawrócenia (nie tyle w sensie wiary, co postępowania) rytuał nie będzie mieć żadnej mocy. To piękna metafora tego, co i ja myślę o nadętych duchownych gwałcących przykazania, nurzających się po uszy we wszystkich siedmiu grzechach głównych, bez chociażby rachunku sumienia, a uważających, że jakiś obrzęd nagle sprawi, że ich grzechy znikną bez ich własnego nawrócenia. Świetnie to widać na przykładzie propedofilskiego gnoju zwanego Episkopatem Polski, który nie tylko nie zamierza czegokolwiek zmieniać, ale uważa, że winą za biskupie grzechy należy obarczyć tych, którzy o nich mówią.

Rozdział kończy się ochrzczeniem Jezusa. Jan rozpoznając go, najpierw się wzbrania uznając go za godniejszego od siebie. Dopiero gdy Jezus wspomina o konieczności wypełnienia „wszelkiej sprawiedliwości”, Jan rozumie że skoro to on chrzci, a Jezus przychodzi jako człowiek, powinien dokonać tego rytuału. Ten rozdział, poza kwestią samej wiary chociażby w rozstąpienie się niebios nad głową ochrzczonego Jezusa, nie budzi mojego sprzeciwu. Jan Chrzciciel żyje jak chce, wierzy w co chce, jest temu wierny, krzywdy nikomu nie robi, a jedynie namawia do skruchy za grzechy i nawrócenia na drogę prawości, nie jest zarozumiały, wie co do niego należy. Wyobrażacie sobie w takiej roli Głódzia, Michalika, czy choćby Wojtyłę?

Co mnie uderzyło, i tu zwrócę się do katolików, którzy zechcą ten rozdział sobie przypomnieć: Zauważcie, że Jan Chrzciciel chrzcił w Jordanie wyznających mu swe grzechy i żałujących za nie, natomiast reaguje złością na prośbę o chrzest zatwardziałych, nie wyrażających skruchy grzeszników, którymi są dostojnicy kościelni. Jak to się ma do współczesnego chrztu niemowląt, które ani nie przyszły tu dobrowolnie, ani nie zdążyły popełnić grzechu, nie mówiąc już o zrobieniu rachunku sumienia, czy żalu za grzechy – nie mogą zatem ani żałować, ani się nawrócić, nawet nie wiedzą na co miałyby się nawracać. Naprawdę nie przeszkadza Wam przerobienie świadomego aktu nawrócenia na przymusowe oddanie nieświadomego dziecka w chciwe, lubieżne łapska współczesnego kościoła katolickiego – i to jeszcze za konkretną i niemałą opłatą? Nie przeszkadza Wam przerobienie aktu osobistej odnowy, na rodzaj komercyjnej, pokazowej uroczystości towarzyskiej? Ja bym miał z tym problem i gdybym wierzył w biblijnego Boga, z pewnością nie mógłbym być katolikiem – szukałbym w innych odłamach chrześcijaństwa.