Biblia · religia · wiara

002 – Stworzenie Edenu, mężczyzny i kobiety oraz hołd magów ze Wschodu i ucieczka do Egiptu.

Rdz 2, 4a – 25

Ten fragment Pisma zawiera opis stworzenia człowieka oraz okoliczności temu towarzyszących. Od razu czytając go popadłem w lekką konfuzję, gdyż przedstawia on sytuację bez roślin i deszczu z powierzchnią ziemi rolnej zwilżaną wypływającą spod ziemi wodą. Z tej to roli, a raczej jej prochu miał zostać ukształtowany mężczyzna, w którego Jahwe miał tchnąć życie. Nie czepiając się prawdopodobieństwa takiego powstania życia, przyjmując że jest to skrócona metafora, niewyjaśnionym pozostaje pytanie, dlaczego dopiero potem Bóg sadzi ogród. Rozdział drugi Księgi Rodzaju przeczy rozdziałowi pierwszemu, w którym człowiek powstaje dopiero dnia szóstego, podczas gdy rośliny dające owoce już dnia trzeciego. Metafora metaforą, ale mieszanie kolejności tych samych zdarzeń w dwóch sąsiednich rozdziałach uznałbym za spore niedopatrzenie edytorskie. Nie jest wszystko jedno, czy kopię dół pod fundamenty, zalewam je i na nich stawiam dom, czy stawiam dom, podkopuję go i wlewam beton.

Ciekawy jest opis Edenu, w którym umieścił Bóg mężczyznę. Rzeka mająca tam źródło i nawadniająca rajski ogród ma cztery odnogi (Piszon okrążająca kraj Chawila, Gichon okrążająca krainę Kusz, Chiddekel płynąca na wschód od Aszszuru oraz odnoga czwarta Perat, bez określania jej położenia). Trochę to tak, jakbym powiedział, że na obrazku jest Józio, co założył czerwone spodnie, Krzysio, co założył spodnie zielone, Zdzisio, który ma spodnie (bez wyjaśnień, czy je przyodział) oraz jest tam jeszcze Maciuś (bez wnikania, czy ma spodnie, czy je założył i ewentualnie jakiego są koloru). Inną ciekawostką jest opis kraju Chawila, gdzie znajduje się SZLACHETNE ZŁOTO, WONNA ŻYWICA i KAMIEŃ ONYKSOWY. Domyślam się, że mówimy to o symbolach bogactwa z czasu powstania Księgi Rodzaju, czyli SYMBOLACH MATERIALIZMU AUTORÓW TEJ KSIĘGI. Rodzi to pytania: Po co Wszechmocnemu jakieś tam materialne błyskotki i pachnidła i dlaczego oddaje je w pieczę człowiekowi?

W rozdziale tym pojawia się też zakazane drzewo, dające wiedzę o dobru i złu, z którego człowiekowi jeść nie wolno, bo czeka go wówczas pewna śmierć. Czy zostawilibyście w dziecięcym pokoju minę – pułapkę dziecku, mówiąc że tam jest tajemnica, której poznanie sprawi, że dziecko umrze?

Na zakończenie rozdziału pojawia się opis stworzenia kobiety, poprzedzony tym, że Bóg dał mężczyźnie do nazwania i pomocy wszystkie istniejące zwierzęta. Dopiero, gdy mężczyzna nie znalazł odpowiedniej dla siebie pomocy wśród zwierząt, Bóg usunął mu żebro, z którego ukształtował kobietę, a ona się najwyraźniej mężczyźnie spodobała. Zwać się miała mężową, jako kość z kości mężczyzny. Z etycznego punktu widzenia, smutna jest tu hierarchia ważności. Pomijając, że Jahwe niczym pomysłowy Dobromir, metodą prób i błędów dąży do realizacji zamysłu, zupełnie jakby nie był wszechwiedzący, lecz poszukujący, to jeszcze najpierw myśli o zwierzętach, a później o kobiecie, oczywiście tylko „do pomocy”.

W opowieści z drugiego rozdziału Księgi Rodzaju nie znalazłem nic o płodności i rozmnażaniu (słowa na ten temat były w pierwszym rozdziale). Nie poznałem też imienia „mężczyzny”, ani imienia „mężowej” – tego nie znalazłem również w rozdziale pierwszym. Podsumowując: Mniej zauważam jaskrawych niedorzeczności, niż w rozdziale pierwszym, co nie znaczy, że ich tu nie ma. Nadal nie widzę przesłanek, by uznać, że powstała w nieomylnym umyśle, a nie w wyobraźni pełnego wad i niedoskonałości człowieka. Czy powinienem oczekiwać, że dalsza lektura rozwieje mój sceptycyzm? Wszak to dopiero początek!

*

Mt 2;

Rozdział drugi Ewangelii wg św. Mateusza opowiada o wędrówce magów ze Wschodu, którzy podążając za gwiazdą wierzyli, że zaprowadzi ich ona przed oblicze nowo narodzonego króla żydowskiego. Poszukiwania rozpoczęli jednak w Jerozolimie – u króla Heroda, który podobnie jak bohaterowie wielu innych starożytnych mitologii, był niechętny bohaterom przepowiedni o innym niż on władcy. Herod miał poprosić magów o wskazanie miejsca pobytu Dzieciątka, aby i on mógł złożyć mu hołd, co w języku przestraszonego wizją utraty władzy despoty oznacza pozbawienie życia konkurenta. Zawsze mnie zastanawiało, dlaczego gwiazda nie minęła Jerozolimy w drodze do Betlejem, zastanawia do dziś, mimo jasnej odpowiedzi, bo wersety 17 – 18 mówią o wypełnieniu się tego co powiedział prorok Jeremiasz. Wrócimy do tego.

Magowie mieli podążać za gwiazdą do momentu, aż stanęła ona nad miejscem, gdzie narodził się Jezus. Próbowałem to sobie zobrazować, proponuję to i czytelnikom. Wybierzcie dowolną gwiazdę znajdującą się w zasięgu wzroku i powiedzcie, czy potraficie określić nad jakim znajduje się ona miejscem? Rzeczywistość, to nie obrazek dziecka. Nawet jeżeli gwiazda znajduje się wystarczająco nisko nad horyzontem, by zdawało się, że widać ją nad naszym domem, to wystarczy przejść tysiąc kroków w kierunku prostopadłym do kierunku obserwator – gwiazda, by widać ją było nad zgoła innym obiektem.

Tymczasem magowie złożyli hołd i obdarowali Jezusa darami: mirrą, kadzidłem i złotem (znów ten materializm). Józef, Maria i Jezus mieli uniknąć śmierci za sprawą dwóch snów: Magom ukazał się anioł Pański i nakazał w drodze powrotnej ominąć Jerozolimę, co dało Świętej Rodzinie czas na ucieczkę, kierunek której wskazał Józefowi we śnie znany już anioł Pański, celem miał być Egipt. Gdy Herod się zorientował, wściekł się i zarządził rzeź dzieci do drugiego roku życia w Betlejem i okolicy. Rzekomi badacze Biblii różne później liczby ofiar rzezi podawali, najbardziej poniosło żyjącego w IX wieku francuskiego mnicha Usuarda, podającego liczbę 144 tysięcy zamordowanych. O tyle to śmieszne, że okolice ówczesnego Betlejem mogło zamieszkiwać maksymalnie 1000 osób, co według demografów, przekładać się mogło na 6 do 30 dzieci poniżej 2-go roku życia (szacunki uwzględniają dużą śmiertelność niemowląt).

Po śmierci Heroda, anioł Pański miał nakazać Józefowi powrót do Nazaretu, by wypełniły się słowa proroków „Nazarejczykiem będzie zwany”. Rzeź niewiniątek zresztą, też miała się odbyć, by wypełniło się proroctwo. I znowu wracam do etyki: Co byście powiedzieli, gdyby mi jakiś Jackowski lub inny wróż przepowiedział, że umrą jednej nocy wszystkie niemowlęta ze wsi Komprachcice, i ABY WYPEŁNIŁO SIĘ PROROCTWO, wymordował dzieci poniżej 2-go roku życia? Co byście powiedzieli o takim PROROKU, a co o ŹRÓDLE OBJAWIENIA?!

To ważne pytanie, podobnie jak ważne są wątpliwości, które przytaczam na blogu. Nie rozmawiamy o „Przygodach koziołka Matołka”, a o księdze, którą MILIONY uznają za źródło najwyższej moralności i najdoskonalszego prawa DLA MILIARDÓW ludzi. ZASTANÓWMY SIĘ, CZY MAMY PRAWO SIEDZIEĆ CICHO udając, że jest to ŹRÓDŁO PRAWDY?!

Biblia · religia · wiara

001. Stworzenie Świata oraz rodowód i narodziny Jezusa.

Biblia, Pismo Święte, Słowo Boże…, czy pod jakimi jeszcze ją znacie nazwami, jest niewątpliwie jednym z największych bestsellerów wszech czasów, o tyle niespodziewanym, że czytanym przez nielicznych tylko nabywców. Postaram się Wam przystępnie przybliżyć jej treść, a tak się wszystko zaczyna:

Rdz 1; 2, 1-3

Jak zapewne wszyscy wiemy, pierwsze rozdziały Księgi Rodzaju poświęcone są stworzeniu Świata. Bardzo ciekawa materia, zważywszy na absolutnie niewyobrażalną dla przeciętnego zjadacza chleba wiedzę, jaka jest potrzebna, by snuć w tym temacie domysły, więc na chłopski rozum, chcąc dowieść rozmijaniu się Biblii z faktami, tam należałoby szukać jakiejś obsuwy. Do dzieła:

Rozdział 1 opowiada kolejność stworzenia w pierwszych 6 dniach. Nie będę się tego czepiał, gdyż większość kościołów opierających się na Biblii uznała niemożliwość dosłowności (dotrzymanie jednodniowych terminów stwarzania), więc i my potraktujmy te dni, jako symboliczną kolejność, bez wnikania w czas trwania.

Dzień pierwszy:

Stworzone zostały niebo i Ziemia, przy czym Ziemia jest pustkowiem z ciemnością zalegającą głębię wód. Aaaa…, byłbym przeoczył…, jeszcze tchnienie boże się nad wodami unosiło! Wtedy to ponoć Bóg postanowił, by powstało światło i oddzielił je od ciemności.

Ciekawostką jest pojęcie nieba, bo jak wiemy, coś takiego nie istnieje, choć zwykłym obserwatorom na Ziemi wydaje się, że mają nad sobą jakieś sklepienie niebieskie, jest ono w rzeczywistości obrazem odbitym i załamanym w atmosferze. Światło bez nieistniejącego jeszcze Słońca i gwiazd, to niezła ciekawostka, którą gorliwi wyznawcy próbują bagatelizować twierdząc, że chodziło o metaforę oddzielenia dobra od zła (światło – dobro, ciemność – zło). Tylko czemu, na Jowisza, Biblia twierdzi, że Bóg nazwał światło dniem, a ciemność nocą i tak nastał wieczór i poranek? I dlaczego w dalszej części rozdziału, z uporem godnym dobrej sprawy światło będzie używane w znaczeniu światła, a nie prawdy (przy opisie powstania Słońca i Księżyca – zakładam, że naszego, stąd wielkie litery, jako nazwy własne konkretnych ciał niebieskich).

Dzień drugi:

Nie wiem, czy to słabe tłumaczenie, ale drugiego dnia Bóg podobno stworzył znowu niebo, które jak pamiętamy, stworzył już pierwszego dnia. Miał rzec „niech powstanie sklepienie pośród wód (…), które nazwał niebem. Dalej jest jeszcze lepiej, bo według Pisma, nad niebem były jakieś wody i pod niebem jakieś inne. Ja rozumiem, że dziecku zdaje się, że deszcz pada nie wiadomo skąd, ale żeby nieomylne Słowo takiego babola strzeliło jeszcze zanim na dobre się rozkręciło ze swą opowieścią??? Pamiętamy oczywiście, że nadal nie było gwiazd, więc i naszego Słońca, a biblijny wszechświat składał się z wodnistej Ziemi, nieba i wody nad niebem, którego jak dziś wiemy nie ma, lecz miało mieć ono moc podtrzymania jakiejś wody sponad niego.

Dzień trzeci:

Bóg kazał wodzie zebrać się w jedno miejsce, żeby odsłoniła ląd, nazywając go ziemią (znowu to tłumaczenie), wodę nazywając morzem. U mnie zazwyczaj woda sama spływa grawitacyjnie w najniższą dostępną dla niej nieckę, nawet nie muszę jej niczego nakazywać, ale widocznie wtedy były to jakieś wielkie mecyje. A potem kazał Bóg okryć się ziemi zielenią: ziołami, drzewami, zaopatrzył to wszystko w możliwość wydawania owoców i nasion, zapominając jedynie, że rośliny zielone do rozwoju potrzebują światła (i to nie metaforycznego, a prawdziwego). Autorzy Biblii co prawda nie wspominają, by coś mu z tych owoców nie chciało wyjść, ale czy ja wypominam wpadki swojemu szefowi?

Dzień czwarty:

I widzicie…. Po co ja się tak gorączkowałem. Są! Bóg stworzył dwa światła, większe i mniejsze, większe do przyświecania w dzień, a mniejsze w nocy oraz w secie bonusowym gwiazdy. Umieścił je gdzie…? Na niebie, czy też jego sklepieniu oczywiście, czyli na czymś, czego tak naprawdę nie ma. Nic n.p. o zwierciadle odbijającym promienie słoneczne. Nocne światło (zakładam że chodzi o Księżyc) według Pisma jest światłem, a nie jego odbiciem.

Dzień piąty:

Bóg stworzył istoty pływające i latające. Biblijna systematyka jest dość kulawa, ale żeby ptaki powstały wtedy co ryby i reszta morskiej fauny? Toż pomiędzy nimi według współczesnej wiedzy miały być płazy i gady. Ktoś tu się myli. Oczywiście możemy ratować sytuację mówiąc, że to metafora, tylko że metafora czego? Pomyłki?!

Dzień szósty:

Bóg stworzył zwierzęta domowe, zwierzęta dzikie i płazy (co do cholery z gadami?), jakby zupełnie nie wiedział, że żeby zwierzę było domowe, należy je udomowić. Chyba, że to ja mam złe informacje. Zakładam, że pod pojęciem „zwierzęta”, autor miał na myśli ssaki, ale sam już nie wiem.

Jest! Stworzony został również tego dnia człowiek na obraz Boga, mężczyzna i kobieta (nie wiem w końcu, czy Stwórca jest zatem mężczyzną, czy kobietą, bo nie widzę tego detalu obrazu, który by mi to wyjaśnił). Za to ludzie dostają płodność, nakaz rozmnażania, lecz nie wiem skąd się biorą niepłodni, inne orientacje seksualne, etc… Aaaa… i człowiek dostaje podobno od Pana władzę nad wszelkim stworzeniem. Ciekawe co na to koronawirus, krętek blady, czy laseczka tężca, nie mówiąc o większych a nieposłusznych formach życia, jak piranie, czy mój dobroduszny kot, który choć jest osobowością wyjątkowo łatwą we współistnieniu, to wszelkie polecenia ma w okolicy podogonia. Niewolnicy nie marzą o wolności, lecz o posiadaniu własnych niewolników!

Dzień siódmy:

Bóg odpoczął wreszcie po swym dziele. Właściwie tutaj do niczego nie mogę się przyczepić z wyjątkiem istnienia Boga.

*

Mt 1;

Ewangelia zaś (począwszy od tej św. Mateusza) zaczyna się w sposób nieco mniej emocjonujący, chyba że kogoś pociąga lektura książki telefonicznej. To rodowód Jezusa. Skrócę go do informacji, że jest (i nie jest) on potomkiem tak Abrahama, jak i Dawida, bo co ciekawe, Mateusz nazywa Jezusa potomkiem Dawida potomka Abrahama, choć ich potomkiem był Józef, który przecież nie był biologicznym ojcem Jezusa. Innymi słowy, rodowód jest podany od Abrahama do Józefa, a potem podłącza się pod niego Jezusa, choć synem Józefa nie był.

Ciekawiej zaczyna się robić od wersetu 18, gdzie Mateusz tłumaczy zawiłości przyjścia na świat Jezusa zwanego Mesjaszem. Po poślubieniu Józefa, Maria zaszła w ciążę, ale nie za sprawą Józefa, lecz niejakiego Ducha Świętego, co jak się domyślacie, mogło zdeprymować każdego poczciwca. W wypadku Józefa, ten miał myśl, by czmychnąć cichaczem od Maryi (ewentualnie cichaczem ją odprawić w siną dal – Pismo tego nie rozstrzyga – co zważywszy na okolice Nazaretu, oznaczałoby wycieczkę krajoznawczą kobiety ciężarnej po górzystej pustyni). Ale tu nastąpił zwrot akcji, gdyż niejaki Pański, z zawodu anioł, zaczął Józefowi nawijać na uszy makaron, znaczy się sprzedał mu historię o poczęciu panny przez Ducha Świętego, zasugerował (dokładna metoda perswazji nie jest mi znana), by nie oddalać Maryi, gdyż syn jej Jezus uwolni lud swój od grzechów. Żyję już ładny kawałek czasu i ludu wolnego od grzechu nie spotkałem, być może tamten uwolniony już dawno wymarł, bądź nie chodzi tędy co ja. Faktem jest, że Maryję ominęła zwyczajowa w tamtej kulturze zapłata za ciążę z nieznajomym, co uznać należy za szczęśliwą okoliczność, gdyż ani śmierć z wycieńczenia w górach, ani popularne kamieniowanie do szczególnie pożądanych form opuszczenia tego padołu nie należą.

Pomijając mój sceptyczny stosunek do niepokalanych poczęć z początku ery nowożytnej, zastanawia mnie ta rozbieżność z jednego tylko rozdziału tekstu Ewangelii. Najpierw wyprowadzić rodowód Jezusa od Abrahama, przez Dawida, aż do Józefa – męża Maryi, matki Jezusa, a potem napisać, że mąż ów jednak niewiele miał wspólnego z ojcostwem, bo go szybki Lopez Duch Święty uprzedził, skąd więc pokrewieństwo Jezusa z Dawidem i Abrahamem?! Co przeoczyłem??? Tak czy inaczej, zważywszy na ówczesne normy społeczne, Józef okazał się być całkiem sympatycznym gościem, mimo że Ewangelia Mateusza zaznacza, iż nie żył z Marią do momentu narodzin jej syna, który miał być Mesjaszem. Początek był jałowy, ale teraz akcja szybko się rozkręca.

religia · społeczeństwo · wiara

0. Przedmowa, czyli o genezie i założeniach bloga.

Czasem jeden impuls zachęca do zrobienia czegoś z dawna odkładanego. Zobaczyłem dzisiaj piękny mem, na którym skrzydlata postać z rogami, przedstawiająca się jako Szatan przypomina, iż potopy i pandemie podlegają pod boski departament, a on zajmuje się jedynie orgiami i zespołami metalowymi. To była ta iskra, zdałem sobie sprawę, że ludziom trzeba jak najszybciej opowiedzieć, co tak naprawdę kryje Biblia, gdyż sami z siebie jej nie przeczytają. Oparłem się o „Pismo Święte Stary i Nowy Testament” w przekładzie z języków oryginalnych opracowany przez zespół pod redakcją ks. Michała Petera (Stary Testament) i ks. Mariana Wolniewicza (Nowy Testament) opublikowane przez „Wydawnictwo Święty Wojciech” w dodruku wydania pierwszego Poznań 2018.

Technicznie rzecz biorąc, ten blog będzie wyglądać tak: Każda notka będzie się składać z dwóch części: opowiedzianego fragmentu tekstu starotestamentowego i fragmentu nowotestamentowego, a wszystko to z moim komentarzem, wraz z odniesieniem do źródła, z którego korzystam, czyli dokładnego miejsca w Biblii tak, by każdy mógł powiedzieć „SPRAWDZAM”. Nie będzie to wybór fragmentów, a systematyczny przegląd, rozdział po rozdziale, wers po wersie CAŁOŚCI PISMA. Oczywiście w komentarzach będzie miejsce na dyskusję o interpretacji tekstu, przy czym z góry zapowiadam, że nie usatysfakcjonuje mnie tłumaczenie, że wymordowanie narodu, który miał niefart stanąć na drodze „narodu wybranego” jest jedynie metaforą boskiej sprawiedliwości, bo w takim razie pornole ze zwierzętami musiałyby być zaledwie metaforą miłości do zwierząt, co spodziewam się jeszcze nie raz na tych łamach przypominać tym, którzy mają kłopot z odróżnieniem metafory od sadystycznej perwersji.

Skąd pomysł? Pokrótce – z gniewu. Mam dosyć sytuacji, gdy byle cwaniak w koloratce wmawia niedouczonemu ludowi, że niejaki Pan, czegoś tam od niego chce. A są to żądania nietuzinkowe, choć jedno jest powtarzalne – co łaska za „Bóg zapłać” – w gruncie rzeczy najmniej dziwne, bo wbrew zapewnieniom, niewiele jest osób wzbraniających się przed przytuleniem gotówki, czy innych precjozów, włączając w to nieruchomości i majątek ruchomy. Dużo większe zdumienie budzą inne treści głoszone z ambon i krucht na wszystkich szerokościach geograficznych. A to o demonie wegetarianizmu wypędzanym za pomocą salcesonu, a to o tym, że wiedz, że coś się dzieje i że mam telefon do Nieba, a to znowu o szatańskiej Hello Kitty, czy miłej Panu Polsce i polskich patriotach (konia z rzędem temu, kto znajdzie o niej wzmiankę w Biblii), a wyjątkowo niemiłej Grecie Thunberg, ewentualnie o boskim nakazie głosowania na brązowonosego Adriana – mistrza pozycji służalczo-wiernopoddańczej, nie mówiąc już o rewelacjach na temat tego, czy Stefan został w planie boskim obdarzony rakiem w nagrodę, czy też za karę. Poczytamy Pismo, dojdziemy do wszystkiego nawet, jeżeli będzie to sprzeczność.

Dlaczego teraz? Prima aprilis a.d. 2020, to ważna data, wigilia 15-tej rocznicy śmierci papieża – tego papieża, przypadająca pośród szalejącej pandemii COVID-19, tuż przed Wielkim Tygodniem. Tylko patrzeć, jak internet zaleją informacje o „cudach ozdrowieńczych”, nawoływania do dziękczynienia, a jako że jestem dość uważnym obserwatorem, boleśnie odczuwam tak niedobór informacji o „cudach zakażeńczych”, jak i deficyt dziękczynienia za przedwczesną śmierć, bo jak pamiętamy, przecież właśnie to podlega pod boski departament.